niedziela, 15 października 2017

"We dwoje" Nicholas Sparks

Dziękuję!
32-letni Russell Green ma wszystko: wspaniałą żonę, uroczą 6-letnią córkę, prestiżową posadę dyrektora reklamy w dużej firmie oraz wygodny dom w Charlotte. Jego życie przypomina piękny sen, a szczęście skupia się wokół jego miłości, Vivian. Ale na lśniącej powierzchni idealnej bańki mydlanej zaczynają pojawiać się rysy… Ku rozpaczy i zaskoczeniu Russa, jego życie niespodziewanie wywraca się do góry nogami. W ciągu kilku miesięcy traci żonę i pracę. Musi zająć się córką i zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Przyjdzie mu zmierzyć się z nieznanym, pokonać własne słabości, sięgnąć po umiejętności, z których nigdy nie korzystał. Czeka go wielki emocjonalny test, ale też… niespodziewana nagroda.


Bardzo cenię sobie książki Nicholasa Sparksa. Lubię również filmy na ich podstawie. Muszę zdobyć brakujące książki do mojej Sparksowej kolekcji. Teraz jednak skupmy się na najnowszej książce autora We dwoje. Pierwszym co mnie urzekło, jest niewątpliwie okładka, kiedy wpadła mi w oko, pomyślałam, że muszę ją mieć! I oczywiście nie będę ukrywała, że nazwisko autora zrobiło swoje. Opis? Przyznam szczerze, że go nie czytałam. Rzadko czytam opisy książek... Wolę mieć niespodziankę, oczywiście gdzieś tam przeczytam jakieś krótkie polecenie. Niemniej nie takie, które może mi zdradzić coś, co sama chciałabym odkryć, czytając treść. 

Muszę przyznać, że początek był ciężki. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron czytanie trochę się dłużyło, nie za wiele się działo... Natomiast od początku aż do końca miałam pragnienie uduszenia żony Russa. Tak wrednej, samolubnej i roszczeniowej baby, dawno (o ile w ogóle) nie spotkałam w książce. Poważnie. Vivian wzbudziła we mnie instynkty mordercze, za każdym razem, kiedy się pojawiała. Okropna postać, okropna. Mieć takiego fajnego męża, cudowną córeczkę, piękny dom i praktycznie spełniać każdą swoją zachciankę, ona ciągle chciała więcej i więcej. Dziwiło mnie tylko, dlaczego Russ wcześniej się jej nie pozbył... Niemniej, może wszystko po kolei
.  

Ja zdaję sobie sprawę, że nie każdy lubuje się w tematyce, stylu czy ogólnie w książkach Nicholasa Sparksa, niemniej ja je bardzo lubię. Każda z nich jest inna, poruszająca... Każda wzbudza inne emocje. Autor kieruje swoje książki do dojrzałego czytelnika, więc sądzę, że ktoś, kto szuka jakiejś porywającej akcji, czy masy śmiechu – może poczuć zawód. Nie jest też tak, że Sparks w swoich książkach nie wprowadza pewnej dozy humoru, bo wprowadza. Po prostu jego książki nie są książkami „do pośmiania się”. W powieści We dwoje, za wiele powodów do śmiechu nie ma. Owszem, do uśmiechu jest ich cała masa, ponadto autor w tej książce poruszył kilka niełatwych tematów: rozstanie, rodzicielstwo, choroba.... Każdy z nich wzbudza inne emocje, a jak pewnie wiecie, ja lubię, kiedy książka sprawia, że się we mnie kotłuje. 

We dwoje, to piękna powieść o miłości ojca i córki. O tym, jak relacja tej dwójki się zmienia i dojrzewa ze strony na stronę. O tym, jak bardzo dzieci potrzebują swoich rodziców, poświęcania im czasu i uwagi. Autor zwraca uwagę na to, jakie to jest ważne. Ważne nie tylko dla nich, ale również dla rodzica. Ponadto historia skupia się również na sile rodzeństwa, wspólnie można więcej. Wsparcie jakie okazują sobie Russ i jego siostra, jest naprawdę czymś wspaniałym. Podoba mi się to, jak Sparks ukazuje emocje i relacje swoich bohaterów. W ogóle, jak je tworzy... Jedne mnie rozczulają, inne wkurzają. I tym oto sposobem przejdę do analizy bohaterów.

Zacznę od znienawidzonej przeze mnie Vivian, która doprowadzała mnie do szewskiej pasji, ale o tym wspomniałam już we wstępie. Nie mogłam jej znieść, taka nowobogacka paniusia, która ma pretensje o to, że jej mąż oddycha. Ciągle zazdrosna o relacje córki z ojcem (to jest po prostu chore!). Strasznie negatywna postać i taka... Męcząca. A Russ? Świetny mężczyzna, chociaż trochę naiwny, mało stanowczy, i trochę taki... Ciapek z niego, no. Niemniej bardzo go polubiłam, ta jego cierpliwość do córeczki, miłość i troska, jaką ją darzył. Coś pięknego, zawsze mnie takie coś rozczula, kiedy widzę mężczyznę tak troskliwego i czułego w stosunku do swojego dziecka. Po prostu łapie mnie to za serce i autor mnie tym kupił totalnie. Siostra głównego bohatera również jak najbardziej na plus. Charyzmatyczna i charakterna kobieta, która ma fajne poczucie humoru i podejście do świata.

Jednak nie będę owijała w bawełnę, że  książka w pierwszej połowie, po prostu mnie lekko nudziła. Niewiele się działo. W zasadzie jedno i to samo. Dopiero później treść ruszyła z kopyta i przepadłam. Chyba tyle, jeśli chodzi o małe minusiki.

Podsumowując We dwoje, to kolejna wartościowa i bardzo dobra książka Nicholasa Sparksa, którą mogę polecić fankom obyczajówek i historii spokojnych, poruszających i z prawdziwego zdarzenia. Mnie się bardzo podobała.



Ważne!

Nicholas Sparks odwiedzi Polskę! Pojawi się na Krakowskich Targach Książki!
W związku z premierą swojej najnowszej powieści We dwoje - Nicholas Sparks odwiedzi Polskę! Spędzi u nas trzy dni: 26, 27 i 28 października i w tym czasie odwiedzi Warszawę i Kraków.

 

poniedziałek, 9 października 2017

"Podtrzymując wszechświat" Jennifer Niven


Dziękuję!
Przejmująca historia o znajdowaniu osoby, która widzi cię takim, jakim jesteś naprawdę

Wszystkim się wydaje, że dobrze znają Libby, dziewczynę kiedyś zwaną „najgrubszą nastolatką w Ameryce”. Nikt jednak nie zadaje sobie trudu, żeby dojrzeć cokolwiek poza jej wagą, poznać ją tak naprawdę. Po śmierci mamy Libby zajadała się w czterech ścianach swojego domu w towarzystwie załamanego ojca i własnego smutku. Teraz dziewczyna wraca do szkoły, jest gotowa na nowych przyjaciół, miłość, na wszystko, co życie ma jej do zaoferowania.

Wszystkim się wydaje, że dobrze znają Jacka. Owszem, to popularny i lubiany uczeń, ale i osoba, która nauczyła się nie rzucać w oczy. Nikt nie zna wielkiego sekretu Jacka: chłopak nie rozpoznaje twarzy, nawet rodzeni bracia wyglądają dla niego jak obcy ludzie. Jack potrafi zaprojektować i zbudować niemal wszystko, ale nie jest w stanie zrozumieć, jak działają trybiki jego własnego mózgu.

Aż w końcu Jack spotyka Libby. Połączeni okrutną licealną zabawą lądują na szkolnej terapii. Oboje są wściekli, ale wściekłość powoli przeradza się w zaskoczenie. Odkrywają, że im więcej czasu spędzają ze sobą, tym mniej samotni się czują.

Na początku tamtego roku przeczytałam poprzednią książkę Niven pt. Wszystkie jasne miejsca (moja recenzja KLIK) i przepadłam totalnie. Książka mnie oczarowała i przywiązała do siebie. Po jej przeczytaniu nie mogłam do siebie dojść przez naprawdę długi czas. Ba! Nadal, kiedy wracam do niej myślami, nie mogę przestać rozmyślać co, jak i dlaczego. Naprawdę piękna, poruszająca i rozdzierająca serce powieść. A przede wszystkim mądra i taka... Brak słów. Polecam Wam z całego serca, abyście zapoznali się z książką Wszystkie jasne miejsca. A jak jest w przypadku Podtrzymując wszechświat?

Jennifer Niven po raz kolejny wzięła się za ciężki, ciekawy i oryginalny temat. Niespotykana przypadłość jednego z głównych bohaterów oraz rewelacyjna osobowość głównej bohaterki. Libby jest tak równą babką, że zapragnęłam się z nią zaprzyjaźnić. Taka siła, taka pewność siebie u dziewczyny, która wiele przeszła, ciągle jest gnębiona, wyśmiewana... Uwielbiam tę dziewczynę całym sercem! Ciągle jej kibicowałam, chociaż... mam wrażenie, że ona wcale tego nie potrzebowała. Musicie poznać tę nieprzeciętną nastolatkę, jest prawdziwym promykiem, albo... całym słońcem, które przegoni wszelkie szarości.

Poznajcie  Jacka, urodziwego, niebiednego, zabawnego, całkiem popularnego i lubianego chłopaka. Można powiedzieć: chłopak, jakich w powieściach jest cała masa. Otóż, nie. Jack posiada coś, co wyróżnia go na tle tej całej reszty nastolatków, chociaż zapewne wolałby wtopić się w tłum, co też ciągle czyni. Poddaje się innym, bywa wredny i cyniczny, jednak to tylko maska, którą musi nosić, by chociaż trochę wtapiać się w "normalność". Co skrywa się za tą maską? Zagubiony, zmartwiony, uczuciowy, sympatyczny i mega fajny facet. Zapewne zastanawiacie się dlaczego jest taki, a nie inny. W przeszłości coś się wydarzyło... Coś, co sprawiło, że chłopak nie poznaje twarzy, ludzi... Ma pewien feler w mózgu.

Poznajcie Libby, dziewczynę, o której było głośno w całej Ameryce. Najgrubsza nastolatka? Tak właśnie opisuje siebie dziewczyna. Nie jako mądrą, ambitną, odważną, tylko jako największą/najgrubszą. Libby po śmierci swojej mamy coraz bardziej przybierała na wadze i nie wychodziła z domu, co spowodowało, że pewnego dnia, kiedy osiągnęła masakryczną wagę, musiała zostać wyciągnięta ze swojego pokoju dźwigiem... To wydarzenie otworzyło jej oczy i nastolatka postanowiła wziąć się za siebie. Po sporej przemianie, wróciła do szkoły, gdzie oczywiście był głównie hejt (jak to bywa w szkołach). Dzieciaki i nastolatkowie bywają okrutni. Świat liceum rządzi się własnymi prawami, jednak Libby hardo prze przed siebie, nie daję się chamskim zachowaniom, jest sobą. Jest cudowną dziewczyną pełną cudownych wartości.

Jack i Libby z pozoru dwa różne światy, a jednak podobieństw jest wiele. Dlatego, kiedy te dwa światy się ze sobą łączą, dzieje się coś, co odmienia ich oboje. Historia tej dwójki niesie ze sobą całą masę przekazów. Zmusza czytelnika do refleksji. Podtrzymując wszechświat, to książka, o której nie zapomnę i, do której na pewno wrócę. Jestem cholernie ciekawa kolejnej powieści Niven, ponieważ autorka tworzy wartościowe i świetne historie. Polecam Wam gorąco zarówno Podtrzymując wszechświat, jak i Wszystkie jasne miejsca.

piątek, 6 października 2017

[Przedpremierowo] "Szczęście w miłości" Kasie West


Dziękuję!
 
PREMIERA  11 PAŹDZIERNIKA

Maddie nie jest impulsywna. Ceni ciężką pracę i lubi planować. Ale któregoś wieczora pod wpływem chwili kupuje los na loterię. I, ku własnemu zdziwieniu – wygrywa masę pieniędzy!
W jednej sekundzie Maddie nie poznaje swojego życia. Koniec ze stresowaniem się systemem stypendialnym w college’u. Ni stąd ni zowąd Maddie myśli o wynajęciu jachtu. A bycie w centrum uwagi całej szkoły jest super, dopóki nie zaczynają docierać do niej przykre plotki na jej temat, a przypadkowe osoby proszą ją o pożyczkę. I teraz Maddie nie ma pojęcia, komu można zaufać. Poza Sethem Nguyenem, z którym pracuje w miejscowym zoo. Seth jest miły i zabawny, i chyba wcale nie wie o wielkiej zmianie w życiu Maddie, a dziewczyna jakoś nie ma ochoty nic mu mówić. Co się stanie jednak, jeśli Seth pozna prawdę?

Oto pełna humoru i czułości historia w bestsellerowym stylu Kasie West: o wygranej, przegranej i… miłości.

Jak wiecie (albo i nie wiecie, to już się dowiedzieliście), uwielbiam książki Kasie West. Są zabawne, lekkie, niewinne, ciepłe i super się je czyta. A te okładki?! Cudo! Kilka lat temu zastanawiałam się, czy ktoś wyda książki tej autorki u nas... Swojego czasu na Youtube było o nich głośno i nabrałam ogromnej ochoty, aby ktoś u nas je wydał. Po kolei, od deski do deski. I stało się! Szczęście w miłości to już szósta książka West, wydana przez cudowne wydawnictwo Feeria Young. A jeszcze większą radość sprawiło mi to, że to trzecia książka autorki, której mam zaszczyt patronować! Chłopak z sąsiedztwa, Chłopak z innej bajki oraz Szczęście w miłości. Tak bardzo się cieszę. W dodatku znajdziecie moją rekomendację na P.S. I Like You. Dobra, koniec tej autoreklamy, ale teraz macie obraz tego, jak bardzo cenię sobie książki Kasie West.  

Przechodząc teraz do mojej opinii i odczuć względem najnowszej historii autorki, już na starcie powiem: podobała mi się! Mogło być inaczej? Nie sądzę. Chociaż muszę przyznać, że główna bohaterka nie należy do tych ulubionych, patrząc oczywiście na bohaterki tworzone przez West. Maddie jest jak dla mnie, zbyt podatna na ocenę otoczenia. Na to, co inni jej wpajają, słucha tego podjudzania i czasami gubi samą siebie. Nie to, żebym nie polubiła tej dziewczyny, bo chyba nie da się jej nie polubić. Pomimo swojej naiwności jest mądra, wrażliwa, dobra i pomocna, a przy tym bardzo sympatyczna. Mam wrażenie, że autorka chciała czytelnikom pokazać, jak pieniądze potrafią człowiekowi namieszać w życiu. To jest chyba główny przekaz tej książki.

W życiu chyba każdy miał styczność z kimś, komu poprzewracało się w głowie od nadmiaru władzy, czy pieniędzy. Ludziom tym wydawać się może, że przecież oni wcale się nie zmienili, że są tacy, jacy byli zanim wspięli się na szczyt, czy zdobyli górę pieniędzy. Jednak pewne wydarzenia, podjęte decyzje i słowa, wyrażają zupełnie coś innego. Autorka na przykładzie głównej bohaterki i jej bliskiego otoczenia, pokazała nam różne podejście bohaterów do tego, jak wykorzystają swoją szansę i pieniądze, które znienacka wpadły im w ręce. Maddie, mimo iż trochę się pogubiła, nadal trzymała się (przynajmniej w dużej mierze) głosu rozsądku, który słyszała w głowie. Jej brat, poszalał po całości... Wśród bliskich jej osób pojawiła się ta, która dla kilku zwitków pieniędzy potrafiła sprzedać bliską sobie osobę...

Bohaterów w tej książce jest kilku, chociaż głównym jest Maddie. Są jej przyjaciółki, brat... Jednak najbardziej polubiłam zabawnego, uroczego i takiego... Swojskiego Setha. Mam słabość do tego zagranicznego imienia - to raz. A dwa - po prostu przekonał mnie do siebie od samego początku i moja wiara w niego była niezachwiana aż do samego końca. Najbardziej stracił w moich oczach brat głównej bohaterki. W zasadzie wiedziałam, że dokładnie tak, a nie inaczej postąpi. Przeczucie mnie nie zmyliło...

W książkach Kasie West lubię to, że z pozoru są to lekkie historie, jednak po zapoznaniu się z nimi, czytelnik zastanawia się nad przekazem. Każda z historii tej autorki jest wyjątkowa. Wszystkie są przyjemne i napisane głównie z myślą o nastolatkach, chociaż dorosłe czytelniczki też po nie sięgają i bardzo pozytywnie je odbierają, co mnie niezmiernie cieszy. Ja z przyjemnością sięgam i będę sięgać po książki tej autorki. Nie mogę doczekać się kolejnej!

 Patronat!